Zdrowa dusza Zdrowy umysł

Być on-line czy żyć off-line?

11 listopada 2015

off-line

Wyobraź sobie świat bez internetu i telefonów komórkowych.

.

.

.

Potrafisz? Jeśli tak jak ja urodziłeś się jeszcze w latach 80-tych to może nawet pamiętasz, że świat kiedyś tak wyglądał. Pukaliśmy do drzwi bez zapowiedzi i mimo to otwierano je nam. Słowo było ważne, bo umawiając się z kimś, trudno było spotkanie odwołać w ostatniej chwili. Pisaliśmy listy prawdziwą polszczyzną i wkładaliśmy w to całe serce. Mieliśmy taką wyobraźnię, że spędzaliśmy całe dnie na podwórku i wciąż nam było mało. Czasami się nudziliśmy, ale z tej nudy powstawały najwspanialsze pomysły na zabawę. Albo szczere rozmowy, dzięki którym nawiązywały się prawdziwe i wieloletnie przyjaźnie. Żadne z nas nie bało się nadwagi, bo całe dnie spędzaliśmy w ruchu. Nie potrzebowaliśmy zorganizowanych zajęć fizycznych, bo przed każdym blokiem stał trzepak, który według nas znalazł się tam po to, żebyśmy mogli robić na nim fikołki.

Czy świat był lepszy? Sama nie wiem, wiem tylko, że był inny. Gdybym jednak miała ocenić co kiedyś było lepsze, to zdecydowanie relacje międzyludzkie.  Być może moje przemyślenia wiążą się ze zbliżającymi się urodzinami i tym, że będę starsza o kolejny rok. A może z tym, że życie on-line zmęczyło mnie na tyle, żebym zaczęła tęsknić za dawnym światem. Bez względu na przyczynę wiem, że to co jest potrzebne do szczęścia i zdrowia człowiekowi żyjącemu w obecnych czasach, to kilka dni off-line, tak od czasu do czasu.

off-line

Codziennie jesteśmy bombardowani setkami informacji ze świata. Telewizja i internet na bieżąco informują nas o tym, co się dzieje. Telefon już dawno przestał służyć tylko do dzwonienia w ważnych sprawach. Dzwonimy, żeby zabić czas i nudę. Regularnie odświeżamy różne konta na portalach społecznościowych, żeby być na bieżąco i niczego nie przegapić. Piszemy wiadomości, które niewiele wnoszą w nasze życie, zamiast spotkać się z kimś i porozmawiać w cztery oczy. Śledzimy życie innych ludzi z ukrycia zamiast spytać wprost: co u Ciebie słychać?

Nie wiem jak Ty, ale ja czasami czuję, że jeśli się nie odetnę, to „zwariuję”. Taka ilość bodźców nie jest obojętna dla naszego układu nerwowego. Różnimy się progiem wytrzymałości, jednak prędzej czy później każdy człowiek odczuwa przynajmniej jeden z negatywnych skutków funkcjonowania w ciągłym stanie czuwania:

  • problemy z koncentracją i pamięcią

  • uczucie przeciążenie i znużenia intelektualnego

  • łatwość popadania w irytację bez wyraźnego powodu

  • bóle głowy i karku bez wyraźnej somatycznej przyczyny

  • uczucie senności bez względu na porę

  • lęk i niepokój, który zmniejsza się tylko dzięki ciągłemu byciu „w sieci”

  • brak świadomości własnych emocji

  • dyskomfort w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem

  • spadek motywacji do działania

  • pogorszenie relacji z najbliższymi

Nie zrozum mnie źle. Nie uważam, żeby internet czy telefony były złem. Wręcz przeciwnie. Świat idzie do przodu a my razem z nim. Obecnie raczej niemożliwe jest zupełnie odcięcie się od mediów. No chyba, że ktoś zdecyduje się żyć jak pustelnik. Ale nie o to mi chodzi. Internet to niesamowite źródło wiedzy, a zwykły telefon może uratować życie. Ważna jest natomiast świadomość tego, jakie niosą za sobą zagrożenia i jak im zapobiegać. Decydowałam się na założenie bloga ze świadomością, że będę musiała spędzać dużo więcej czasu w sieci. Nie spodziewałam się jednak tego, że aż tak dużo. W trakcie pisania bloga doszłam do wniosku, że w trosce o swój układ nerwowy muszę przestrzegać kilku zasad:

  • nie korzystam z telefonu i komputera min. pół godziny przed pójściem spać

  • dzień zaczynam od śniadania a nie sprawdzania, co tam słychać w sieci

  • zanim zacznę pracę przy komputerze ustalam ile czasu chcę na nią poświęcić i przestrzegam tego

  • wylogowuję się ze wszystkich portalów społecznościowych, bo „bycie na bieżąco” to złudna potrzeba

  • nie przeglądam stron, których treści w żaden sposób mnie nie rozwijają – to ważna dla mnie zasada, dzięki której nie marnuję czasu na głupoty

  • nie sprawdzam co w sieci słychać w trakcie: posiłku, kąpieli, korzystania z toalety, jazdy komunikacją miejską, spaceru, spotkań ze znajomymi (to już po prostu kultura)

  • przynajmniej jeden dzień w tygodniu spędzam zupełnie off-line, a kiedy tylko mogę to wyłączam się na kilka dni z rzędu

Nie planowałam tego postu. Potrzeba napisania o tym pojawiła się po pierwszym od dawna, 4-dniowym urlopie off-line. Poczułam ulgę i w końcu naprawdę odpoczęłam. Spędziłam czas z najbliższymi, który jest cenniejszy i ważniejszy od wszystkiego, również od tego bloga.

Jeśli mimo tego, że się wysypiasz, zdrowo odżywiasz, ruszasz, relaksujesz itd. wciąż odczuwasz niezrozumiałe dla Ciebie zmęczenie, to może pora się wyłączyć?

off-line

You Might Also Like