Slow life Zdrowa dusza

Slow life – masz na to czas?

28 sierpnia 2015

slow lifeSzczęśliwe życie niezmiennie kojarzy mi się z dobrym smakiem – dosłownie i w przenośni. Jest dla mnie jak posiłek w gronie najbliższych, niespieszny i celebrowany, obfitujący w nowe i ciekawe smaki, a przy tym zdrowy, sycący i kolorowy. To porównanie to nie przypadek. Smakowanie życia, któremu się oddaję łączy w sobie dwie najbliższe mi idee: slow food i slow life. Ta pierwsza była we mnie chyba od zawsze, bo delektuję się dobrym jedzeniem odkąd pamiętam, choć słowo „delektuję” jest obecnie sporym uproszczeniem. Druga idea pojawiła się wraz z potrzebą. Goniąc za rozwojem, pracą, celami, terminami, zapominałam jak to jest żyć tu i teraz. Bywało nawet tak, że życie przestawało mi smakować…

Kolorowe czasopisma przedstawiają slow life jako decyzję o porzuceniu ambicji, dobrze płatnej pracy w korporacji, życia w miejskim zgiełku na rzecz prostego życia na łonie natury, pozbawionego konsumpcjonizmu, dóbr materialnych i płytkich relacji. Czy tym właśnie jest? Nie wiem. Wydaje mi się, że slow life może być dla każdego czymś innym. Może być skrajną zmianą, ale nie musi. Czy można prowadzić slow life nie porzucając wszystkiego? Moim zdaniem jest to możliwe, jeśli tylko chcesz.

Chcąc na nowo poczuć smak życia, zadałam sobie kilka pytań. Czy jestem gotowa zrezygnować z ambicji i wyzwań? Czy byłabym szczęśliwa zmieniając swoją codzienność o 180 stopni? Zrozumiałam, że nie. I że jedynym wyjściem jest znalezienie równowagi pomiędzy dwoma skrajnie różnymi potrzebami. Zróżnicowane tempo życia jest kompromisem, którego szukałam.

Od poniedziałku do piątku, między 6 a 22 żyję w biegu, biegnę przez życie. Wszystko jest zaplanowane i przemyślane, bo w tym krótkim czasie przed i po pracy, muszą się znaleźć treningi, gotowanie, nauka, czytanie, pisanie bloga, robienie zdjęć, rozmowy, zakupy i inne domowe zajęcia. Mogłabym coś sobie odpuścić, ale nie chcę. Lubię mieć poczucie, że każdego dnia dałam z siebie wszystko i zrobiłam coś rozwojowego. Jednak nie jestem cyborgiem i czasami potrzebuję zwolnić, zapomnieć o celach, wyłączyć się. I od tego mam weekendy. Wprawdzie i wtedy są obowiązki, które po prostu trzeba spełnić, ale staram się spędzić przynajmniej kilka godzin w rytmie slow life.

slow life

Jak wyglądają moje chwile w rytmie slow life?

  • pozwalam sobie na długie gotowanie, eksperymentowanie, szukanie nowych smaków, piekę ciasta lub chleb

  • celebruję posiłki od początku do końca; teraz w okresie letnim spożywam je na balkonie słuchając śpiewu ptaków; napawam się każdym kęsem i zapachami

  • pozostaję offline, nie oglądam telewizji (bo nawet nie mam telewizora)

  • jeśli tylko to możliwe staram się przebywać na łonie natury

  • oglądam zachody słońca

  • biegam po lesie

  • oglądam startujące i lądujące samoloty

  • zaparzam ulubioną herbatę, rozsiadam się na kanapie i pozwalam swoim myślom płynąć

  • rozmawiam z bliskimi i skupiam się na ich potrzebach

  • relaksuję się ze zwierzakami – one zdecydowanie prowadzą slow life 😉

  • wykorzystuję wszystkie zmysły, aktywnie odbieram bodźce

  • pielęgnuję rytuały

  • unikam centrów handlowych i głośnych imprez

  • szukam przestrzeni, najchętniej w górach

  • dbam o swój dom, o porządek i drobiazgi, które sprawiają, że jest przytulny

  • kładę się wcześnie spać i budzę się bez budzika

  • jeśli mam taką możliwość to podróżuję – naprawdę lub chociaż palcem po mapie

  • dużo się przytulam i mówię o uczuciach

Po co o tym piszę? Bo chcę Cię namówić do tego, żebyś zadbał o swoje zdrowie również w ten sposób. Chcę, żebyś uwierzył, że nawet jeśli wydaje Ci się, że nie masz czasu – to go masz. To od Ciebie zależy na co go poświęcisz. Za kilkanaście lat może się okazać, że nie pamiętasz nic z tego, co robiłeś, bo byłeś zbyt zabiegany, żeby dostrzegać chwile. Zresztą, spróbuj sobie przypomnieć co robiłeś w czwartek trzy tygodnie temu… To niełatwe, prawda? Nie wiem jak Ty, ale ja nie chcę zamienić się we współczesną odmianę człowieka zombie. Chcę być, czuć i doświadczać całą sobą. Chcę na starość zanudzać wnuki tysiącami opowieści z mojego trochę pokręconego życia. Nie chcę się zorientować, że jedyne co pamiętam to praca i brak czasu po niej…

Mam takie motto, którego mocno się trzymam w chwilach kryzysu:

Jeśli czujesz, że na nic nie masz czasu – zwolnij.

Paradoks? A jednak. W praktyce wygląda to tak, że gdy zaczynam się za bardzo spieszyć i czuję, że mnie to obciąża, odkładam wszystko, siadam i nie robię nic poza oddychaniem. Jaki jest tego skutek? Czas zaczyna mi się dłużyć… 😉

A czy w Twoim życiu jest miejsce na momenty w rytmie slow life? Co wtedy robisz? Gdzie jesteś? Podziel się tym ze mną. Każdy komentarz jest dla mnie niezwykle cenny 🙂

slow life

You Might Also Like