Zdrowe ciało

Mój pierwszy raz z redukcją

27 maja 2015
redukcja

źródło: www.pinterest.com

Redukcja to temat, z którym zwlekałam od początku maja. Zastanawiałam się czy warto pisać o czymś, czego sama dopiero się uczę. Nie jestem specjalistką – jeszcze 😉 Nie traktuję jej tak rygorystycznie jak osoby przygotowujące się do zawodów fitness. Redukcja jest dla mnie kolejnym etapem w pracy nad sobą – swoim ciałem i umysłem. Jest „eksperymentem” i poznawaniem siebie. Jest okazją do pogłębiania wiedzy na temat odżywiania i próbowania nowych, pysznych dań.

Jeśli jesteś „zwyczajną” dziewczyną taką jak ja i chcesz zobaczyć jak wygląda życie z redukcją od kuchni, to moje wpisy są właśnie dla Ciebie 🙂 Zamierzam krok po kroku przedstawiać różne aspekty takiego sposobu odżywiania się, jego wady i zalety, możliwości i ograniczenia. Chcę pokazać Ci jak według mojej subiektywnej opinii najlepiej jest zacząć, co jeść, jak najefektywniej zaplanować zakupy i przygotowywanie posiłków. Pokażę Ci jak stopniowo dopasować redukcję do siebie i swoich oczekiwań, zamiast podporządkowywać życie do diety.

Redukcja to nie odchudzanie…

… i choć to mocno uproszczona myśl, dobrze jest ją sobie zapamiętać, ponieważ:

  • nie będziesz się głodzić,

  • nie będziesz stosować się do menu, które w ogóle Ci nie odpowiada

  • nie będziesz liczyć tylko kalorii, skupisz się głównie na makroskładnikach

  • nie schudniesz dużo i w krótkim czasie – będzie to raczej stopniowa, subtelna przemiana

  • nie będziesz siedzieć i patrzeć jak tłuszcz znika, tylko weźmiesz się ostro do roboty – czyli bez aktywności fizycznej się nie obędzie

  • nie doświadczysz efektu jojo

Dlaczego zdecydowałam się na redukcję?

Ćwiczyłam intensywnie i regularnie od ponad roku i doszłam do momentu, w którym bez zmodyfikowania diety nie mogłam osiągnąć tego, na co bardzo liczyłam, czyli ładnej rzeźby ciała. Sport to 30% a odżywianie to 70 % sukcesu. Trudno w to uwierzyć, dopóki nie zacznie się liczyć, albo nie obejrzy efektów innych redukujących osób 😉

Od czego zacząć?

Od rozgrzewki, jak zawsze. W tym wypadku oznacza to kilka dni/tydzień liczenia makroskładników, czyli białka, tłuszczy i węglowodanów (a w konsekwencji kalorii), które dostarczamy sobie odżywiając się tak jak do tej pory. Uważam, że to świetny wstęp, ponieważ przez ten czas dowiesz się, ile tak naprawdę zjadasz. Wyłapiesz swoje błędy, dysproporcje, przekąski bez wartości. Wyliczenia dotyczące Twojego podstawowego zapotrzebowania energetycznego przydadzą Ci się, ale kalkulatory nie uwzględniają Twoich dotychczasowych przyzwyczajeń, a wartości które w nich otrzymujesz są oszacowane. Wytłumaczę Ci to na swoim przykładzie. Zgodnie z wartościami uzyskanymi z kalkulatora BMR i przy uwzględnieniu deficytu kalorycznego powinnam przyswajać ok. 600-700 kcal więcej niż dotychczas. Gdybym zaczęła redukcję z taką ilością, możliwe że zamiast spalać zaczęłabym przybierać na wadze. Czy to oznacza, że się głodzę? Nie. Zanim zaczęłam cokolwiek liczyć, jadłam intuicyjnie czyli tyle ile mój organizm potrzebował, w zależności od tego czy danego dnia ćwiczyłam. Biorąc pod uwagę codzienną ośmiogodzinną pracę przy biurku, nie mogło być tego tak dużo, jak zakłada kalkulator. W związku z tym moja redukcja nie zaczęła się od obcięcia kalorii (nie chciałabym schodzić jeszcze niżej, wręcz przeciwnie), ale od zmiany proporcji makroskładników i planu treningowego.

Poświęć kilka dni na bliższe przyjrzenie się swojej diecie. Wprowadzaj do kalkulatora (np. tego) wszystko co jesz. Zwracaj uwagę na zawartość makroskładników w produktach, które wybierasz. Po tygodniu takiego ćwiczenia poczujesz się bardziej świadomy swoich nawyków żywieniowych, a redukcja przestanie Ci się kojarzyć tylko ze skomplikowanymi wyliczeniami.

Kolejnym krokiem będzie ustalenie swojego zapotrzebowania kcal i proporcji makroskładników, ale o tym chciałabym Ci opowiedzieć w kolejnym poście. Zapraszam 🙂

You Might Also Like