Wokół tematu Zdrowe ciało Zdrowy umysł

Minimalizm w kuchni – mój nowy cel

13 stycznia 2016

minimalizm w kuchni

Od jakiegoś czasu niezmiennie trwa moda na minimalizm. Nie wiem gdzie i kiedy się zaczęła, ale ogarnęła większość znanych mi blogów. I nie ma w tym nic złego. W końcu to wartościowa idea, która ma szansę zająć miejsce konsumpcjonizmu. Niemniej początkowo dziwiłam się obserwując różne blogerki, bo dla mnie minimalizm nie był niczym nowym ani odkrywczym. Mam taką naturę, że lubię mało i skromnie. Dlatego nie miałam szansy podjąć wyzwania i zmniejszyć garderobę czy ilość używanych kosmetyków. Mniej być już nie mogło 😉 Z lekkim przymrużeniem oka przyglądałam się nowemu, minimalistycznemu życiu innych osób. Chwilami nawet trochę zazdrościłam tego uczucia, kiedy odkrywasz coś na nowo i jest Ci z tym dobrze.

Tak myślałam przed ostatnimi zakupami żywnościowymi. Bo ładując kolejne „odkrycia” do koszyka olśniło mnie, że co jak co, ale w kuchni nie do końca jestem minimalistką. Gdy wchodzę do sklepu ze zdrową żywnością wszystko wydaje mi się potrzebne. Powstrzymuję się z trudem i chyba tylko dzięki ograniczeniom finansowym. Szafki w kuchni ledwo się domykają. Na szczęście nie jest ze mną tak źle, bo nie marnuje i nie wyrzucam żywności (no może bardzo sporadycznie mi się coś popsuje). Ale mam jeszcze nad czym pracować. I tym chcę się zająć w najbliższym czasie. Chyba powinnam dopisać to do listy celów na ten rok 😉

minimalizm w kuchni

Minimalizm w kuchni – co przez to rozumiem?

  • Planowanie posiłków z wyprzedzeniem i tworzenie listy zakupów – dzięki tym czynnościom unikamy kupowania zbyt wielu rzeczy/zapominaniu o potrzebnych produktach i ewentualnemu psuciu się jedzenia. Częściowo już tak postępuję i coraz rzadziej zdarza mi się wrócić ze sklepu z torbą jedzenia, co do którego nie mam żadnych planów. Nie kupuję „na kiedyś” bo wiem już, że to „kiedyś” nigdy nie nadchodzi, a zbędny produkt zalega mi na półce i denerwuje.

  • Zaplanowanie wielkości budżetu w skali tygodniowej. Przetestowałam różne warianty i najłatwiej dysponuje się pieniędzmi, które mają nam wystarczyć na tydzień. Określając limit nie wydajemy ich bezmyślnie i unikamy sytuacji pt. mam dwie torby jedzenia, ale w sumie nie mam z czego ugotować obiadu.

  • Ograniczenie ilości produktów w grupie asortymentowej, np. ustalamy, że wystarczą nam 3 rodzaje mąki, a kolejny kupujemy dopiero wtedy, gdy inny się skończy. Nie kupujemy dodatkowej paczki makaronu, tylko ze względu na kształt, jeśli w domu mamy już jedną. Itd. To będzie dla mnie chyba największe wyzwanie, bo lubię różnorodność i możliwość wyboru. Wiem jednak, że często zapominam o tym, co mam w zapasach, albo wybieram to, co lubię najbardziej.

  • Kupowanie jedzenia w ilościach adekwatnych do realnego spożycia – stworzenie takiego nawyku będzie od nas wymagać czasu i obserwacji, ale wdrożenie go w życie zapobiegnie psuciu się jedzenia i ewentualnemu jego wyrzucaniu. Np. nie kupujemy kilograma pomidorów jeśli wiemy, że nie damy rady ich zjeść zanim spleśnieją. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć dlaczego wyrzucanie żywności do śmieci jest złe?

  • Odpowiednia organizacja i przechowywanie przypraw, czyli pojemniki z opisem (u Niebałaganki znajdziemy na to świetny sposób). Z tym punktem nie jest u mnie aż tak źle. Większość ziół trzymam w słoiczkach, ale jako że wykorzystuję ich w kuchni naprawdę wiele, pozostała jeszcze część, którą trzymam w papierowych opakowaniach. Nie wygląda to estetycznie, a poza tym negatywnie wpływa na aromat przypraw.

  • Jeden zbędny produkt na jedne zakupy – nie bądźmy dla siebie aż tak surowi 😉 Zdarzają się świetne okazje, albo nagłe potrzeby. Jeśli robiąc standardowe zakupy pozwolimy sobie na jeden nieplanowany produkt, na który mamy ochotę, to nie ryzykujemy zbyt wiele. I bardzo możliwe, że z braku konkurencji faktycznie go zjemy 😉

  • Ograniczenie urządzeń kuchennych i naczyń do niezbędnego minimum – obecnie kupić można urządzenie do każdej najdrobniejszej czynności, np. do obierania mango, ananasa, jabłka… bo zwykły nóż już nie wystarczy 😉 Że nie wspomnę o garnku do gotowania makaronu, ryżu i jajek 😉 Nie oszukujmy się, nasze babcie radziły sobie bez tych wynalazków, więc dlaczego i my mielibyśmy sobie nie poradzić? Podobnie sprawa wygląda z naczyniami. Czy naprawdę potrzebny jest nam kolejny śliczny, kolorowy kubek z motywującą sentencją?

  • Tworzenie zapasów – jeśli po przygotowaniu posiłku zostaje nam część produktów albo zbliża się koniec ich terminu ważności, a my nie planujemy ich zużyć, nie oznacza to, że mamy czekać aż się popsują, a następnie je wyrzucić. Jest na to inny sposób. Wiele rzeczy jak np. mięso czy ryby można zamrozić, a warzywa lub owoce przerobić na przetwory lub weki. Z zieleniny możemy zrobić pesto. Możliwości jest wiele, ogranicza nas tylko wyobraźnia 🙂

 

Ciekawa jestem, jak to wygląda u Was? Wiem, że są wśród Was osoby, które dbają o minimalizm w kuchni. Stosujecie podobne zasady? A może dodalibyście jakąś do mojej listy?

You Might Also Like

  • Wydaje mi się, że wymieniłaś chyba wszystko 🙂 Ja staram się stosować do punktów które wymieniłaś i jakoś powoli mi to wychodzi. Szczególnie widzę to po swoim budżecie. Jedyne co mi ciężko przychodzi to robienie zapasów, raczej nie jestem koneserką przygotowywania słoików czy mrożenia. Uwielbiam wszystko co świeże 🙂

    • Mam dokładnie tak samo! Wolę wstać o świcie i przygotować świeży obiad niż jeść coś odmrożonego. Ale jeśli mam wybór między wyrzuceniem a przerobienie jedzenia na zapasy, to wybieram to drugie. Sumienie mam lżejsze 😉

  • Monika Grobelna

    Bardzo fajnie to opisałaś. Jestem na etapie nauki robienia zakupów dla samej siebie i z listą. To niezwykle trudna sztuka. Dzięki za motywację.

  • Jeśli wykorzystasz etykietki koniecznie podeślij fotki! Powodzenia z wprowadzaniem kuchennego minimalizmu. U mnie trochę to trwało, ale było warto 🙂

  • Nie jestem minimalistką i jakoś bardzo nie wkręciłam się w obecnie panujący nurt minimalizmu (też zauważyłam to samo co ty:D ) to jednak odczuwam potrzebę zmniejszenia ilości posiadanych rzeczy. Wprowadziłam już minimalizm w swoich kosmetykach, choć cały czas jeszcze nad tym pracują. Ciągle mam parę kosmetyków, które są na wykończeniu”. Czytałam Twój post i tak się zastanawiałam jak to u mnie jest jeśli chodzi o minimalizm w kuchni. I chyba śmiało mogę powiedzieć, że odhaczyłabym wszystkie punkty z Twoje listy. Choć! Takie produkty jak ryż czy makaron mam w zapasie. Jednak są to produkty, które jem regularnie i nie leżą w mojej szafce przez długie miesiące. Podobnie jest z pomidorami w puszce. Wolę mieć niewielki zapas tych produktów, bo nie znoszę jak mi czegoś zabraknie w trakcie gotowania. To też są rzeczy dość ciężkie, a ja swoje zakupy robię raz w tygodniu i nie zawsze mam możliwość pojechać po nie autem. Ten minimalizm kuchenny chyba przyszedł sam do mnie wraz ze zmianą diety. Nauczyłam się planować tygodniowe posiłki, budżet (tu nie zawsze jest ekstra, ale pracuję nad tym), robienie zakupów tylko raz na tydzień. Regularnie używam tych samych składników i przypraw więc nie ma opcji kupowania „a nuż się przyda”. Ze sprzętów kuchennych też mam tylko to, co niezbędne i na bieżąco używane. A kolekcja kubków. pod tytułem „co jeden to inny” doprowadza mnie do apopleksji!

    • Wyczerpałaś temat 😉
      Oczywiście, jedno opakowanie ryżu czy makaronu mam, bo używam i to się nie psuje. Podobnie wygląda z puszkami, ale tylko tymi które regularnie wykorzystuję. Nie kupuję zapasowych serów, warzyw, ale znam przypadki, gdzie tak się robi a potem regularnie wyrzuca jedzenie:-/

  • Moj kuchenny minimalizm zainstniał, gdy przejrzałam bardzo porządnie wszystkie kuchenne szafki i wyrzuciłam jedzenie. Nie znoszę tak marnować i żywności i pieniędzy. I skończyło się. Zobaczyłam na własne oczy ile można wyrzucić do kosza i dzisiaj stosuję zasadę „zakupy co dwa dni” razem z „żadnych zapasów”. Ile pieniędzy zaoszczędziłam!

    • też się tego trzymam 🙂 brak zapasów, tylko potrzebne produkty, ład i porządek. Jedynie pozostał problem w przyprawach, ale to sięgnę do Niebałaganki 🙂

    • Mój zaczął się rodzić w trakcie przeprowadzki do nowego domu. Nie chciałam zagracać nowej przestrzeni 😉
      A jedyne zapasy jakie robię, to te z resztek 😉

  • To ja nawet nie zdając sobie sprawy z mojego minimalistycznego podejścia stosuję niemal wszystkie twoje zasady. Jedynym wyjątkiem jest to planowanie budżetu tygodniowego, ale to właśnie dlatego, że robimy z listą zakupy raz w tygodniu (jako bonus czasem wpadnie wymyślna herbata, czy cos słodkiego) a w międzyczasie jedynie uzupełniamy pieczywo bądź sezonowe owoce. Dziś właśnie wrzuciłam do zamrażarki resztę pierogów, tak na ‚szybki obiad’ w nagłej potrzebie. Ja kupuje dokładnie tyle, ile wiem, że zjemy, więc naprawdę nic ale to nic się nie marnuje. Jedynie problem miałabym, gdyby wpadli jacyś głodni, niezapowiedziani goście, bo ja tu mam wyliczone co i na kiedy i nie miałabym ich czym ugościć. Na szczęście większość się zawsze zapowie ;P

    • Czytając o tych gościach uśmiechnęłam się, bo mam podobnie 😉 Nie mam nic na wypadek niespodziewanych odwiedzin, bo wszystko jest wyliczone!
      Wielki plus dla Ciebie za takie podejście 🙂

  • Wg mnie inspirujący tekst i ważny głos w sprawie. Zgodnie z powyższym mój minimalizm pozostawia już niewiele do życzenia 🙂 Poza wszystkim ciekawy blog!

  • bardzo mi się podoba!
    też potrzebuję minimalizmu w kuchni…
    muszę zdecydowanie ograniczyć ilość kupowanego jedzenia, składników – nic mi się nie psuje, ale zapasów mam… za dużo!
    ostatnio znalazłam moje wymarzone szklanki, postanowiłam, że wszystkie inne opuszczą szafkę na zawsze (kubków już nie kupuję od dawna 😉 )
    z jednym punktem się nie do końca zgadzam – lubię urządzenia w kuchni, oczywiście nie do każdej czynności osobne urządzenie. ostatni słyszałam wiele o garnku do gotowania ryżu – podobno ryż o wiele smaczniejszy z tego specjalnego garnka, no i nie trzeba pilnować. może Ci się przyda taka informacja, choć trochę na przekór minimalizmowi.

    • Ja też lubię urządzenia, ale nie chcę ich gromadzić coraz więcej. Może i garnek do gotowania ryżu daje jakiś fajny efekt, ale skoro teraz gotuję ryż bez problemu (nic się nie przypala) i bardzo mi smakuje, to po prostu nie widzę potrzeby.
      Mam taką zasadę, że jeśli już jakiś sprzęt kupuję, to musi mi dać efekt, którego nie da się niczym zastąpić i musi być naprawdę potrzebny.

  • Bardzo fajny i przydatny wpis, nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, ale wychodzi na to, że trochę jestem kuchenną minimalistką:) (nie dotyczy ilości i różnorodności przypraw, które zajmują pół dużej szuflady :D)
    Planowanie posiłków i robienie ścisłej listy zakupów – koniecznie. Czasem coś przemówi ze straganu, i wtedy idę za głosem serca, ale nieczęsto się to zdarza, bo wolę, kiedy ten głos serca przemawia na etapie robienia listy… dzięki temu zawsze mam kupione dokładnie to, co zjem, i praktycznie nigdy nic się nie marnuje. A do tego jakoś łatwiej wymyślić zbilansowaną dietę na kartce niż na biegu w sklepie. Dobrym pomysłem jest wysyłanie faceta samego z listą zakupów – wtedy na pewno będzie kupione tylko to, co potrzebne 😀 Z rzeczy, które zostały, lubię gotować jakieś nowe rzeczy, w tym z resztek, tak zwany „sos Fibonacciego” 😉

    Plastikowe pojemniczki na przyprawy … zaczęłam ich używać po wizycie moli spożywczych. Wyrzuciłam wtedy pół kuchni. Swoją drogą do mąki i innych sypkich produktów też polecam plastikowe pojemniczki :]
    A budżet robię miesięczny, bo czasem jakiś składnik jest większym wydatkiem (olej kokosowy choćby) ale w skali miesiąca się wyrówna.

    Dla mnie to wszystko ma być bardziej praktyczne niż minimalistyczne, bo pomału to słowo mi się przejada. Jest praktycznie i wygodnie – to znaczy, że działa:)

    • Dla mnie minimalizm to właśnie praktyczne podejście do tematu 🙂

      A z tym wysyłanie faceta na zakupy to masz rację 😀

  • HankaSkakanka.pl

    Ten minimalizm przyda się i w mojej kuchni, chętnie skorzystam z Twoich rad 🙂

  • Ja zauważyłam, że odkąd mieszkam „na swoim” nie jest mi potrzebna lodówka, która jest wypchana po brzegi. Jedzenie kupuję tak aby starczyło mi na 3-4dni bo wiem, że później albo tego nie zjem, albo się za wcześnie popsuje. A ja nie lubię marnować jedzenia. Świetny wpis 🙂

  • Staram się planować posiłki i kupować odpowiednią ilość produktów. Chociaż takich produktów, które się nie psują mam w szafkach sporo. Jednak dostrzegam pewien problem z mnożącą się ilością gadżetów kuchennych 😉

  • Pingback: Słonecznik #2: Przedwiośnie - Witaj Słońce()

  • bronka

    Minimalizm w kuchni to także sam jej wygląd. Warto zaczerpnąć skandynawskiego stylu – poradnik Globalo może w tym pomóc.