Wokół tematu Zdrowa dusza Zdrowe ciało Zdrowy umysł

Lutowy bilans

29 lutego 2016
moja łąka

Moja łąka, której używałam się w trakcie relaksacji na treningu. Niesamowite jest to, że tak dokładnie ją zapamiętałam.

Tak sobie myślę, że 29 lutego to taki trochę dzień w gratisie i szansa na to, żeby zamiast nadrabiać zaległości –  po prostu pożyć. Następna taka okazja nadarzy się dopiero za cztery lata, dlatego już wcześniej postanowiłam, że zrobię sobie dzisiaj dzień wolny. Usiądę z filiżanką herbaty, posłucham muzyki, popatrzę przez okno na las, pomyślę na spokojnie w ciszy, zapomnę się przy ciekawej książce. Ale też podsumuję ten miesiąc pod kątem tego, co zrobiłam dla siebie. W pierwszym odruchu chciałam napisać „co udało mi się zrobić”, ale zmieniłam zdanie, bo nie udało mi się – pracowałam nad tym, dążyłam do tego z pełną świadomością i jestem z siebie zadowolona.

Na plus:

  • Nie rzuciłam się na cukier po miesiącu detoksu. Pozwalam sobie od czasu do czasu na coś, ale nie ciągnie mnie tak jak wcześniej. Co ciekawe, czuję smak słodki dużo wyraźniej, przez co wiele rzeczy przestało mi smakować. Po prostu nie da się tego jeść i naturalnie tracę na to ochotę (np. lody Grycan, które wcześniej uwielbiałam)

  • Regularnie uczęszczałam na jogę. Kupiłam też sobie bloczki. Leżenie na nich po całym dniu pracy przy biurku jest niesamowicie odprężające.

  • Zadbałam o ilość snu. Trochę przeorganizowałam swoją codzienność i jakoś jednak znalazłam czas na to, żeby kłaść się spać wcześniej 😉 Rano wstaje mi się równie trudno, ale w ciągu dnia czuję się lepiej. Nie mam takich problemów z koncentracją, łatwiej mi się myśli i pisze, jestem też bardziej kreatywna. Innymi słowy, mój umysł czuje różnicę 🙂

  • Zmniejszyłam częstotliwość publikacji, co w moim odczuciu przełożyło się na jakość tekstów. W końcu poruszyłam kilka tematów, które chodziły mi po głowie od dawna, ale brakowało mi energii i czasu, żeby do nich przysiąść.

  • Zaczęłam suplementować kwasy omega-3. Nie wiem czy to tylko zbieg okoliczności, ale poprawiła mi się cera.

  • Przeszłam trening intrapsychiczny – kolejny ważny krok w rozwoju zawodowym i osobistym. Taki trening to tak naprawdę wstęp do psychoterapii własnej, którą jako przyszły terapeuta mam zamiar przejść. Przeżyłam małą tego namiastkę i już teraz wiem, że WARTO. Trening trwał 4 dni, a ja się czuję jakby minął rok. Tyle zmian, tyle refleksji, tyle siły i ta sama a jednak inna, nowa, lepsza ja. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad pójściem do psychoterapeuty, to odważ się i idź. Nie będę Cię oszukiwać, że terapia jest lekka i przyjemna, bo nie jest. Ale zmiany jakie zachodzą w głowie, wynagradzają wszystko. Inna strona tego medalu jest taka, że uczestnicząc w terapii jako „pacjentka”, wiem jakim chcę być terapeutą i jaką relację chciałabym tworzyć ze swoimi, przyszłymi pacjentami. Chcę dać im to, czego sama miałam okazję doświadczyć – wsparcie, empatię, profesjonalizm i autentyczność.

Do dopracowania:

Tym razem nie wypiszę tu nic. Nie dlatego, że nie miałabym co, ale dlatego że w tym miesiącu dbałam o siebie również odpuszczając i dając sobie więcej luzu. To czego zrobić nie zdążyłam albo nie chciałam, zawsze mogę zrobić w marcu 🙂

 

A jak Tobie minął ten miesiąc?

You Might Also Like